Archiwa tagu: teguise

Señor Roman wyszedł na obiad

- Z tym dokumentem można załatwiać sprawy w zarządzie wodociągów, ale dla policji narodowej jest nieważny. Dla policji potrzebny jest inny dokument – wyjaśnia pani w urzędzie miasta i gminy Teguise. Dobrze, jesteśmy przygotowani, przyszliśmy tu z grubą teczką A4 zmieści się w niej i kolejny papier. Nie może nam go pani teraz wystawić? Nie, trzeba przyjść za jakiś tydzień. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego kanaryjski urząd potrzebuje tygodnia na przygotowanie dokumentu, który można wydrukować w kilka sekund. Chyba nie chodzi o żadne zabezpieczenia, tak, żeby zameldowania nie dało się podrobić? Ja swoje zeskanowałam, wydrukowałam w kolorze – bo tu zawsze potrzebna jest kopia wszystkiego – i teraz, ani ja, ani urząd nie mamy zielonego pojęcia, która to kopia, a który oryginał.
Tłumaczę to wszystko moim łamanym niemieckim dla Sąsiada Niemca i Jego Kolegi. Jesteśmy tu z Kolegą, by się zameldował. Zakupił niedawno mieszkanie na wyspie od innego Niemca, a w transakcji pomaga właśnie Sąsiad. Trochę tam jest bałaganu w papierach, bo sprzedawca – jak mi tłumaczą obaj panowie – jest szalony.
- No wiesz, loco – mówi Sąsiad i wymownie macha dłonią wokół czoła. Ani Kolega, ani sąsiad nie mówią po hiszpańsku, wyjaśniam im więc po kolei, co mówi urzędniczka. Ta zaś akurat kręci głową z niedowierzaniem, coś jej się nie zgadza i powtarza co chwilę – to dziwne. „To dziwne, to dziwne” – zastanawiam się, jak to będzie po niemiecku i wypełniam Koledze formularz. Dwóch dorosłych facetów około pięćdziesiątki a w zetknięciu z urzędem miasta i gminy Teguise są bezradni jak dzieci. To zresztą zupełnie naturalny stan w kanaryjskim urzędzie. Kolega potrzebuje jeszcze jeden papier, urzędniczka wysyła nas do pokoju, w którym pracuje señor Roman, ale ten akurat wyszedł, więc sterczymy na korytarzu. Urzędnik obok coś tłumaczy petentce, a mnie nachodzi myśl, że Hiszpanie większość czasu spędzają na rozwiązywaniu problemów, które sami stworzyli. A już na pewno w urzędzie.
- Przepraszam, nie wie Pan, o której wróci señor Roman? – udaje mi się zapytać. I muszę wytłumaczyć Sąsiadowi i Koledze, że señor Roman poszedł coś zjeść, więc nikt na całej kuli ziemskiej nie wie, o której wróci. Hm, jeść, obaj spoglądają na siebie znacząco i już wiadomo, że naprawdę nie ma sensu czekać.