Archiwa tagu: arrecife

Kwadratowa mentalność

Stolica wyspy, Arrecife, lato 2012, na samym początku mojego pobytu na Kanarach. Idziemy z Hiszpanem przez ulice miasta i gdzieś między kawiarnią a bankiem – Hiszpan zawsze wybierał się do Arrecife na kawę i do banku – jest księgarnia. Przechodzimy koło tej księgarni – o! – myślę – może tu mogłabym pracować. Super, zawsze to jakaś praca z książkami, plus minus odpowiednia dla humanistycznego mózgu.
- Ej, patrz, tu zostawię CV – mówię do Hiszpana. – Fajnie byłoby pracować w księgarni.
- Co Ty nie, nie ma sensu – odpowiada. – Tutaj na pewno nie dostaniesz pracy. Ta księgarnia od lat należy do jednej kanaryjskiej rodziny. Prowadzi ją ojciec z dwoma synami – peroruje.
Latem 2012 roku wysłuchałam wiele podobnych porad i historii od różnych osób.
- Zapomnij. Nie da się. Jesteś na wyspie, tu wszystko działa inaczej. Ten biznes należy do kanaryjskiej rodziny, oni nie przyjmują ludzi z zewnątrz. Nie jesteś stąd. Zapomnij. Tam chcesz pracować??? Pfff! Nie da się!!!!!!!! – powtarzali wszyscy wokół.
- Ale przecież mogę spróbować – dyskutowałam z Hiszpanem, nie dając za wygraną. – Co mi szkodzi spróbować, ileż to kosztuje wejść tam i zostawić CV.
- Nie ma sensu – powtarzał. – To rodzinna księgarnia już od kilkudziesięciu lat. Tu nie przyjmują osób z zewnątrz.
- Ale dlaczego nie mogę nawet spróbować??? – już podnosiło mi się ciśnienie od słuchania, że się nie da.
- Jesteśmy na małej wyspie – tłumaczył coraz bardziej wkurzony. I że rodziny stąd trzymają się razem. I że trzeba znać tego i owego, żeby dostać się tu i tam. I że to, siamto i owamto działa tutaj nieco bardziej elastycznie, według innych reguł. I że owszem, może w prawie, może w ustawach lokalnego parlamentu powinno być tak i tak, ale w życiu to różnie bywa i nieważne, że taki na przykład urząd, niby powinien rozpisać przetarg na – dajmy na to – zakup nowych ławeczek na deptak, ale burmistrz może zna kogoś innego i bardziej go lubi itd. itp. – Tu jest bardziej elastycznie – mówił i mówił.
- No to trzeba to zmienić! – szczerze wystąpiłam w obronie demokracji, przejrzystości finansów publicznych i zasad zdrowej konkurencji. – I czemu nie mogę zostawić CV w księgarni??? Może tym razem akurat zatrudnią kogoś obcego?
Bardzo trudno było się znaleźć w środowisku, które nie powtarzało ciągle – spróbuj, najwyżej się nie uda, ale warto. Po 1989 roku w Polsce, czyli od kiedy zaczynałam podstawówkę, nie słyszałam nic innego, jak tylko – spróbuj!, a co się mówiło wcześniej, to nie pamiętam. Chcesz wygrać szkolną olimpiadę? Ucz się. Chcesz zobaczyć wschód słońca z Kasprowego? Zapieprzaj pod górę. Chcesz opublikować swój pierwszy artykuł w lokalnej gazecie? Biegaj przez trzy miesiące za redaktorem naczelnym, nalegając, żeby przeczytał i oglądaj jego plecy, gdy zwiewa przed tobą i jego prawą dłoń, którą macha nad ramieniem, rzucając – jutro, dzisiaj nie mam dziś czasu. I do tego jeszcze ta Polska Szefowa, dla której nieważne było, że akurat jest północ i radny X spełnia właśnie marzenie swojego życia i wspina się na piąty szczyt w Himalajach i że nie ma sensu do niego dzwonić, bo i tak nie odbierze, by opowiedzieć, czy wiedział, czy nie wiedział o przekrętach radnego Y, wiatr w Himalajach silny wieje, a on na kolegę nie będzie przecież donosił. Polskiej Szefowej to nie interesuje, bo jak nie spróbujesz, to się przecież nie dowiesz.
- No tak, typowo polskie podejście: sprawy niemożliwe załatwiamy od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać – kwituje zawsze Moja Rodzicielka.
I wzrasta sobie człowiek i dojrzewa w tym „American dream”, a tu jakiś Hiszpan, na jakiejś wyspie, pod jakąś palmą, mówi ci, że się nie da.
- Gdzie ja mam w końcu szukać tej pracy, skoro nigdzie nie ma sensu? – wybuchnęłam.
- Kwadratowa mentalność! – wyparował, a ja odwróciłam się obrażona i biegnąc na oślep przez Arrecife, zastanawiałam się: czy on mnie obraża? I co to do cholery jest ta kwadratowa mentalność?
- Ja to zawsze traktuję jak komplement, gdy ktoś się do mnie tak zwraca – powtarza zawsze Niemiecki Blondyn, przewodnik, z którym pracowałam latem 2013 roku. A on, jako Niemiec, musiał się tego nasłuchać, bo to właśnie na Niemców wymyślili Hiszpanie to określenie. Mentalność, tudzież głowa kwadratowa, to synonim tego niemieckiego poukładania, żelaznego „ordung”, jak tak ma być, to ma tak być i koniec. To coś zupełnie przeciwnego tej słynnej hiszpańskiej pasji i emocjonalności, zaś w sprawach administracji państwowej burdelu lub elastyczności, każdy sobie to określa jak tam chce. Mnie jako Polce, dostało się trochę rykoszetem, bo na Polaków tak się tu nie mówi. A o Polsce, co tu się mówi o Polsce?
- Daleko i zimno!