Archiwa kategorii: la cucaracha

La cucaracha

Nie. Dzisiaj nie będzie o wulkanach, ani o rodzajach fal, ani o przypływach, odpływach, ani nawet o połączeniach lotniczych między wyspami. Temat może z pozoru nieco mniej ważny, ale nie ma to tamto, trzeba się z nim zmierzyć. Czytaliście kiedyś jakieś książki podróżnicze Cejrowskiego? To właśnie Wojciech Cejrowski przekonał mnie, że nie ma mniej lub bardziej ważnych tematów. Nie pamiętam, w której ze swoich książek opisał fascynującą przygodę. Gdzieś w Ameryce Południowej wsiadł do autobusu pełnego ludzi i ucieszył się ogromnie znalazł bowiem jedno wolne miejsce. Rozsiadł się wygodnie, jedyne co go zastanowiło, to dlaczego ludzie nie zdejmują kapeluszy w autobusie. No ale nic to, pewnie taki tam zwyczaj. Po chwili przekonał się, po co te kapelusze i dlaczego to jedyne miejsce było wolne. Okazało się, że na półkach nad siedzeniami ludzie wozili drób i prosięta. Odkrył to, kiedy coś ciepłego spływało mu po szyi.  Cejrowski opisuje to całe zdarzenie tak ciekawie, wydaje ci się, że to co najmniej wyprawa na księżyc, a nie zwykłe g… Pisząc więc o wyspach, nie da się przemilczeć, że żyją na nich cucarachas (pol. karaluchy).

Kiedy tu przyjeżdżasz, najpierw słyszysz tylko historie o nich. Chorwatowi wlazły do trampka i gdy zakładał buty, był wielki chrzęst. Jednej Polce, gdy wyszła z baru, przebiegł po stopie. Angielce z Fuerteventury wlazł do makaronu (spokojnie, tego suchego, nieugotowanego, który leżał w kuchni, a nie podczas posiłku). A jednej ze sprzątaczek w hotelu, wlazł do zawieszonych na wieszaku spodni. I gdy po skończonej pracy, przebierała się z uniformu w te spodnie, coś ją tam w okolicach uda gniotło. Gniotło w autobusie przez całą drogę do domu i dopiero w domu odkryła co tam się pod materiałem schowało.

Ciebie jednak jeszcze oszczędza, a gdy pierwsza cucaracha wchodzi do mieszkania przez otwarte drzwi, Hiszpan rycersko wykopuje ją na zewnątrz. O to jednak, by dobrze się z nimi zapoznać, dbają turyści w hotelu, w którym akurat pracujesz. Oburzony Anglik przynosi trzy i zmięte w dłoniach, półżywe, rzuca na pulpit recepcji. Prawie umierasz na zawał, ale masz okazję dokładnie się przyjrzeć jak wyglądają. I poznać zwyczaje turystów na tyle by wiedzieć, że jak pewna brytyjska para przynosi ci jakiś zmięty papier w foliowym worku i prosi, byś sprawdził, co jest w środku, nie dajesz się nabrać.

Najważniejsze jednak dopiero przed tobą. Ten moment, kiedy cucaracha wchodzi do mieszkania, gdy jesteś sam i jesteście tak sobie w cztery oczy. Ona przebiega chybcikiem, chowa się pod szafkę w kuchni. Jest po północy, a ty zdajesz sobie sprawę, że nie masz zabójczego sprayu na karaluchy. I jak tu pójść spać, kiedy wiesz, że ona może wyjść spod szafki i odwiedzić cię w sypialni? Fakt, można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo do spania. Chociaż więc jest grubo po północy piszesz wiadomości do znajomej Polki – co robić??? Twoja nadzieja to środek do czyszczenia toalet. Skoro jest tak mocny, to może poradzi sobie z karaluchem? Rozlewasz pół opakowania wokół nieszczęsnej szafki i po podłodze w kuchni, i pod drzwiami sypialni. Wszelkie szpary wokół drzwi zatykasz kocem, idziesz spać i modlisz się, żeby nie przyszła. Rano w całym mieszkaniu śmierdzi jak w klozecie, ale na szczęśćie w łóżku nie znajdujesz żadnej cucaracha. Biegniesz do sklepu, kupujesz spray i wylewasz tony po całym mieszkaniu. Mało co się nie udusisz od tego smrodu, nie wiadomo kto padnie pierwszy od tego spray’u – ty czy cucaracha. Mimo tych wszystkich doświadczeń, kiedy wchodzi ci do wanny, gdy akurat bierzesz prysznic, serce ci staje. Cud, że wąsikami przykleiła się do brzegu mokrej wanny i nie przyszła cię połaskotać.