Smutki emigranta

Nieważne, gdzie się mieszka, powrót z wakacji jest zawsze ciężki. Jakkolwiek człowiek nie kochałby swojej pracy, przecież i tak docenia uroki odpoczynku. Jeszcze jak się mieszka na emigracji, sprawa się co nieco komplikuje. A jeśli jeszcze mieszka na emigracji tuż przy plaży, no to już w ogóle pomieszanie z poplątaniem. Z wakacjami kojarzą się chłodne mgliste poranki, chrzęst opadłych jesiennych liści pod butem, listopadowy deszcz, bo plażę i słońce podziwia się zazwyczaj w drodze do roboty.

Taka, dajmy na to Polska, jak się do niej przyjedzie na wakacje, jawi się człowiekowi jako fantastyczny kraj (do życia też była niczego sobie, nie narzekam, a przynajmniej nie za wiele). Pięknie, zielono, jedzenie pyszne, oscypki, fale Bałtyku i hejnał mariacki. Później zaś po powrocie – w moim przypadku na Wyspy Kanaryjskie – człowiek emigrant rozpakuje walizkę, powiesi na lodówce pamiątkowy magnes i ogarnia go ogromna nostalgia za ojczyzną. Ból, smutek i żal. Niczym nieutulone. Jak nie przymierzając u Słowackiego, Mickiewicza i Norwida. A może jeszcze silniejsze, bo przecież wiadomo, że kreacja literacka robi swoje.

Mieszkając za granicą człowiek emigrant z Polski uświadamia sobie bowiem, że kilka rzeczy, miejsc i zjawisk przyrodniczych jest niezbędnych do życia. I że, o dziwo te rzeczy, miejsca i zjawiska przyrodnicze nie występują na całym świecie. Długo by tu wyliczać, byle by wspomnieć o zieleni, o zielonej trawie, drzewach, lasach, bujnych liściach i – to już prawdziwy hit – szumiących na wietrze liściach. Tego szumu szuka później człowiek emigrant jak obłąkany po całym archipelagu. Do niezbędnych do życia zjawisk przyrodniczych (i miejsc) można by jeszcze zaliczyć Tatry, Beskidy, całą Małopolskę i jeszcze Bieszczady, i jeszcze Podkarpacie, nie będę się rozpisywać, macie mapę.

Za czym jeszcze tęskni człowiek emigrant? Wymienić trzeba zmiany pór roku, półmroki listopada, zapach świeżo skoszonej trawy, pierożki, herbatkę malinową, gazety po polsku w kioskach, książki po polsku, ludzie na ulicach mówią po polski, cytrynówkę lubelską i cydr, weekendowe wyprawy w góry, śpiewy z gitarą przy ognisku, tramwaj numer 22 do Nowej Huty, niemiecki sklep kosmetyczny zwany rossman. I najważniejsze, śniące się noc w noc: kiszone ogórki!
Różne tu mamy atrakcje na Wyspach Kanaryjskich, słońce, plaże każda inna, z kilkadziesiąt rodzajów piasku, owoce morza, ocean. Klimat rozpieszcza, a ostatnio nawet doszło do trzęsienia ziemi między dwiema wyspami. W ciągu ostatnich siedemdziesięciu dwóch godzin trzęsień było pięć. No nie nudzi nam się tu. Ja wiem, dodacie: co ona wygaduje, przecież w Polsce protesty, politycy mieszają i leje deszcz. Ale tych ogórków kiszonych. Tych ogórków mi żal.

Jedna myśl nt. „Smutki emigranta

Możliwość komentowania jest wyłączona.